Topiący się w świecie fantazji... racjonalista. Ledwie pełnoletni.
RSS
czwartek, 08 stycznia 2009
Już kiedyś to robiłem
Wyrastam chyba już z potrzeby pisania o tym, co we mnie. Choć raz już tak było, że nie odzywałem się długo, a jednak wróciłem, to tym razem sytuacja przybrała raczej status znacznie poważniejszej. Pewnie częściowo dlatego, że brakuje czasu na filozoficzno-egzystencjalne przemyślenia, a co za tym idzie, brakuje tego poczucia jak bardzo jest źle, jak przykro i samotnie. Być może jednak nie ma takich emocji, bo zwyczajnie nie jest źle?

Mozolną drogą idę do przodu, osiągając po drodze mini sukcesy. Niby nic nie znaczące w szerszej perspektywie, a jednak uświadamiają, że idzie się w dobrym kierunku. Udało mi się na stałe już wypracować miejsce w lokalnym serwisie internetowym, a w ostatnich dniach dostałem propozycje pisania felietonów w nowej, drukowanej gazecie, również lokalnej. Wszystko raczej na zasadach promocji, niż poważnego zarobkowania, ale na tym etapie głupio byłoby chyba wymagać wymiernych korzyści finansowych. Ważne, że mogę robić to, co lubię, a przy okazji systematycznie zwiększa się ilość czytelników. Czasy w których pisałem wyłącznie dla siebie już minęły i wolałbym by nie wróciły nigdy.

Idzie to w parze ze zwiększeniem obowiązków, pracy, którą – by zachować korzystne tendencje – wykonywać już trzeba. Dochodzi do tego małe natężenie związane ze zbliżającymi się powoli maturami i wychodzi brak czasu. A priorytetem staje się dla mnie pracowanie na nazwisko i forsowanie idei rozwojowej i pracowitej, nie tej użalającej się nieco nad sobą jaka była na tym blogu dominująca.

Już kiedyś to robiłem: żegnałem się z tym blogiem. Wróciłem. Dzisiaj należałoby znów się pożegnać. Częściowo to robię, żegnam się. Nie znaczy to jednak, że nie wejdę tu nigdy, nie napiszę nic. Ostatecznie kiedyś może znajdzie się chwila, w której znów zobaczę nie pracę, a pustkę.

A pseudonim „Mikos”, być może jeszcze się kiedyś przyda.
12:35, mikosblog
Link Komentarze (4) »
sobota, 29 listopada 2008
FF
Wiem, że każdy raz kiedy wchodzi tu ktokolwiek jest dla mnie policzkiem, bo nie widać tu niczego nowego. Wiem, że najpierw starając się o czytelnika, później go zostawiając robię źle. Wiem, że to nie w porządku w stosunku do co najmniej jednej osoby, a nawet jeśli jest ich więcej, to przepraszam. Jeśli ktoś poświęca dla mnie chwilę by wejść, to arogancko zostawiam go o niczym, wiem i przepraszam. Ale tak jak to już niegdyś napisałem, blog ten kiedyś żywy, staje się dzisiaj raczej kartką głębokich myśli, niż zapisem myśli zawodowo-hobbystycznych. Zresztą jeśli znalazłaby się chociażby ta jedna osoba śledząca od jakiegoś czasu tutejsze wpisy, stwierdzi to sama bez mojej pomocy. Wnioskować z tego by należy, że każdy kolejny wpis jaki się tu zamieszcza jest natchniony głęboką myślą i emocją. Zapewne słusznie.

A dzisiaj po raz kolejny lekkie nawiązanie do erotyzmu, bo tak się jakoś składa, że te „głębsze myśli” jakie nieraz mi towarzyszą, wiążą się z tym nieodzownie. Tym razem zainteresowało mnie dosyć intensywnie pojęcie, które pewnie większość z regularnych internautów już widziała, choć niekoniecznie zastanawiała. Chodzi mianowicie o „fuck friends”, co gdybyśmy chcieli tłumaczyć dosłownie, okazało by się niezbyt sympatyczne, a nawet nienawiązujące do rzeczywistej interpretacji. Bo choć pierwsze skojarzenia negatywne, to sens zupełnie przeciwny. Dla formalności przypomnę tylko, że generalnie chodzi o utrzymywanie bliskich, fizycznych zażyłości z przyjacielem. Osoba z którą jesteśmy blisko, a która nie jest naszym partnerem, jak się okazuje może się okazać również bliska fizycznie. Oczywiście na naszych forach głosy skrajnie konserwatywne, wszyscy negują i potępiają. Idea niezobowiązującego seksu jest jednak niedopuszczalna, a żadne argumenty będące „za”, nie dochodzą do świadomości. Chyba, że strona stosunkowo młoda i męska – to tak, widać akceptacje.

A dlaczego ja się tego uczepiłem? - Chyba coraz dokładniej dociera do mnie brak szans na normalny związek, więc podświadomie szukam innych opcji. Przyjaciół, ekm, przyjaciółki mam, dlaczego by więc nie zbliżyć się jeszcze bardziej...

Szkoda, że na tego typu pytania zawsze muszę mieć odpowiedź. Dlaczego przyjaciółka miała by się pchać w coś co najmniej dziwnego i ryzykownego jednak. Dlaczego miałaby robić coś, co w oczach społeczeństwa jest jednak swojego rodzaju patologią. Dlaczego, po co i dla kogo? Bo przecież nie dla siebie. Oczywiście nie znajdę takiej przyjaciółki. Ale najwyraźniej musiałem to sobie napisać by dotarło. A przy okazji mam wpis, którego dawno nie było. Ale przyznacie, że „ff”, jest interesujący?
01:08, mikosblog
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 października 2008
Nadzieją żyj, mały
Miał jeden mały kiedyś pewność, że obraz fikcyjny stanie się jutrem. Trwał w tym przekonaniu długo, co dzień powtarzając sobie, że jutro... Ale przez większość czasu wolał nie myśleć, wolał nie czekać i nie dręczyć się, bo koniec swój tu bliski. Tylko wieczorem myślał sobie, ach, jutro!

Nadzieja zawsze żywa. Nadzieja swoją drogą. Powinno się ją raczej dozować w najmniejszych ilościach, by nie stała się w żadnym wypadku celem samym w sobie. Mieć nadzieje, by ją mieć. By działo się coś, by widzieć sens. Podobnie i wmawiać sobie można wszystko, wszystko by lepiej się poczuć, poprawić nastrój i ukorzenić nadzieje. Przechodząc dzisiaj korytarzem tzw. „domu spokojnej starości” usłyszałem niezbyt głośny, ale jednak radosny głos staruszki, która przekonana, że pomogła jej papryka, którą je stale od kilku dni. Nie mam pojęcia o co chodziło, ale pomogła jej papryka. Wszyscy wokoło kiwali głową, wierząc w paprykowy cud, albo raczej zrażać nie chcieli staruszki, która ocknęła się właśnie nadzieją. Uzdrawiająca papryka, jak paląca się zapałka zwiększająca efekt cieplarniany. Tej pani równie dobrze suche pieczywo mogłoby pomóc w uzdrowieniu, czy raczej podzdrowieniu. Niczego w tym nie ma. Sensem tylko stała się nadzieja, której nikt jej nie chciał odbierać. Myśląc chyba: niech wierzy, niech ma nadzieje.

A brak w tym rozsądku. Oczywiście to nie atak na starszą kobietę, staruszce trzeba już tylko dobrych wieści. Ale nie w moim przypadku. Nadziei owszem, nie mówię nie. Jednak tylko wtedy, gdy jest ona choćby w najmniejszym stopniu uzasadniona. Gdy mając ją, nie muszę sam czuć się idiotą zawierzałym i naiwnym. Okłamującym samego siebie, tylko po to, by lepiej się poczuć. Myślę o prawdzie, a prawda jest pusta. Fikcyjny obraz jest tam, ja jestem tu.
20:37, mikosblog
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 września 2008
Fikcyjny obraz
Napisze tylko o czerwonej bieliźnie, która oprawiona w ramy wisi przede mną. Pamiątka po osiemnastych, od dziewczyn z odbitymi szminką ustami wokoło. Czerwono, pięknie i gorąco. Podoba mi się pomysł i wykonanie – zamiast iść do sklepu i kupić gotowe, dziewczyny chwilę nad tym posiedziały. Motylkowy, damski dół prezentuje się świetnie, a mi nie pozwala zapomnieć o tym..., że głodnemu chleb na myśli. Już kilka osób miało ten dół na sobie, ale to tylko wycinek z innego świata.

Wychodzi na wierzch jak rana, słabość człowieka. Z jednej strony nieruszony głaz, z drugiej piórko wiejące po wietrze. Jeden impuls, jeden błysk i przemienia się w jedno, bądź drugie. Fakt, jak bardzo jest to irracjonalne dowodzi jedynie, że tak samo zaplątana i błądząca jest dusza człowieka. O ile oczywiście jest coś takiego jak ludzka dusza. Może niesamodzielnie, ale pod wpływem napływającej stale wiedzy, powątpiewam w ten cały duchowo - przeznaczeniowy świat. Bo jeśli wszystko opierać się ma na wierze i nadziei, to czy może być stabilne jak fundament? A fundamentem być powinno. Postaw siebie na nitce - czy to przetrwa, czy nitka cię podniesie? - Powątpiewam. Tak samo jak w chęć murowania sobie życia na czymś co jest teraz, a jutro może nie być. Bez racjonalizmu, walenia stopą po ziemi mocno aż do bólu, nie ma człowieczeństwa, jest opętanie. Starannie trzeba odgrodzić sobie chwilową fale, która cie wznosi ku wszelkim emocjonalnym i myślowym uniesieniom, od rzeczywistości w której musisz kreować normalność na wzór normalności szablonowej. Czyli takiej normalności, jak ją postrzega ogół. Osobista normalność nie musi być tym samym, bo czyż wariat uważa siebie na nienormalnego? - Więc wiedzieć nam trzeba, że są takie dwie sfery jak wyobraźnia i rzeczywistość. Trzymaj je od siebie z dala, bo zginiesz.

Jak wielu ginie, a przynajmniej szuka. Chcąc zacierać te schematy robi sobie krzywdę, tak i ja sobie ją robie. Bo seksowne stringi znad monitora są dziurą przenoszącą wyobraźnię do rzeczywistości. Przedmiot prawdziwy, a fikcyjny obraz.
18:36, mikosblog
Link Komentarze (3) »
środa, 27 sierpnia 2008
Chwila mrożąca, wszystko upadło
Bo ten blog już chyba pozostanie miejscem mojego smutku i bezsilności. Nie było mnie dawno, fakt. Dlaczego jestem teraz? No właśnie.

Upadła wczoraj wartość. Upadło marzenie, które choć błahe, śmieszne, złudne, naiwne i żałosne było jednak moim sensem. Sensem życia zupełnie na serio. Miłość, bo o niej oczywiście znów, jednak dzisiaj jako krzyk, rozpacz i przez łzy. Zapytaj co czuje - bezsilność. Cholerną bezsilność jaką znam od zawsze, a która znów dała mi porządnego kopa.

Dzisiaj sam nie mam pewności, ale raczej na pewno blog ten powstał ze względu na dziewczynę, dziś już kobietę, która nie robiąc względem mnie nigdy nic, dostarczała mi zawsze emocji skrajnych. Dawała mi chwilowe szczęście i długotrwały smutek. Dzisiaj to już chyba nie jest smutek, a załamanie. Ale skakać, łykać cokolwiek czy strzelać do siebie zamiaru nie mam, więc spokojnie. Pisałem tutaj przede wszystkim o tym co myślę i co czuje. Choć brzmi to wyjątkowo niemęsko, to sory, nie jest to dla mnie dzisiaj ważne. Kompletnie, bo dzisiaj jestem wyjącym do ściany psem, bezsilnym. Wczoraj chciało mi się rzygać, dzisiaj nie chce myśleć już o niczym. I mam w sobie cholerną pustkę, bez pomysłu i chęci. Dlaczego?

Podczas ostatniej wielkiej imprezy podczas której świętowaliśmy moją pełnoletność rozmawiałem z nią. Zapytałem przy tym, czy jest z facetem o którym wielokrotnie już słyszałem. Nie odpowiedziała, a gdy nalegałem - wyszła. Uniknięcie jasnej odpowiedzi było oczywiście potwierdzeniem dla mnie, ale czy chciałem w to wierzyć? Zostawiłem to, zapomniałem i poszedłem dalej swoją drogą. Nie chciałem o tym myśleć nawet.

Wczoraj jadąc samochodem zobaczyłem ich idących deptakiem. Wtuleni w siebie, uśmiechnięci, rozmawiali o czymś. Musiała mnie widzieć. Musieli.

Jeden ułamek sekundy stał się odpowiedzią i zniszczeniem dla ponad sześciu lat miłości. Prawdziwej miłości i możecie twierdzić co chcecie, że taki wiek, że zauroczenie, że przejdzie. Nie.
Od kilku lat przyrzekałem sobie, że będę na nią zawsze czekał, że jest to jedyna kobieta z którą naprawdę mógłbym być. Tylko ona, żadna inna choćby czuła coś do mnie co już wydaje się dowcipem, nie może tego dostać. Tak jak i ja nie dostaje. Ale nadzieje, wiarę wciąż gdzieś w sobie miałem. Czy mam dzisiaj? Nie wiem. Ale z całą pewnością była, to JEST miłość moja prawdziwa, moja jedyna. Zapewne nie będę jej miał nigdy, pewnie już zawsze przyjdzie mi patrzeć na jej uśmiech w objęciach innego i kto wie, być może z latami ten obraz mi spowszednieje.

Żadnych pocieszeń, żadnego - "będzie dobrze". Wiem, że gdyby nie choroba, gdyby nie to jakim jest, inaczej wszystko by się potoczyło. A tak jestem skreślony i naprawdę nie chce już nic.
Kocham ją tak, że w każdej chwili życie oddaje, w ogóle zresztą słów nie odnajduje i zostawiam to, bo nie chce zwariować. Pewnie już zwariowałem.
Jak ja ją kocham.


Niby mały obrazek śmieszny.
Niby nierealny, błahy i żałosny.
Niby obrazek jeden mało znaczący.

A w jego istocie marzenie gorące.
Pragnienie pachnące i nadzieja.
Żyła w nas wszystkich tak długo.

Lecz się przerwała krucha niteczka.
Pękła samotnie i w ciszy.
Zapomniana, bez echa i płytka.

Lat tyle co ślepych fantazji.
Momentów zamysłu i trwogi.
Ich końcem być miały wspomnienia.

Na nic to było wszystko.
Zbędne trudy i smutki.
Niepotrzebna nadzieja.

Jedna ulotna, mała to chwila.
Jak błysk śmiertelny mrożąca.
Strzeliła w sam środek piekła.

A ono wybuchło na kolejne lata.
Wrząc teraz wokoło rani i truje.
Miażdżąc nadzieję sąsiada.
13:22, mikosblog
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16